Stanął na czele szesnastu rodzin z Kaliczanki i złożył w czerniowieckim starostwie podanie o południowy stok góry Plesza. Bez tego papieru nie byłoby wsi.

Wieś na szczycie, kiedy wszystkie inne stoją w dolinie. Nikt do końca nie wie dlaczego.
Wczesną wiosną 1835 roku górale z przeludnionej Kaliczanki pod Czerniowcami wyszli szukać miejsca. Znaleźli puste zbocze na granicy majątków Solka i Iliszestie. 17 lipca przedstawiciele szesnastu rodzin, pod wodzą Mariana Zendka, złożyli w czerniowieckim starostwie prośbę o wydzielenie im południowego stoku góry Plesza.
Prośbę przyjęto. Nadleśniczy z Iliszestia odmierzył 482 morgi na wysokości 650–730 metrów, po obu stronach starego traktu górskiego. Domy zaczęto stawiać w marcu 1836. Tak powstała druga polska wieś góralska na południowej Bukowinie i przez długi czas jedyna w całości polska.
To jest ta osobliwość, o której mówią wszyscy, którzy tu trafią. Wsie w tej okolicy leżą w dolinach, przy wodzie i przy drodze. Plesza leży na szczycie, na 734 metrach. Historycy nie mają na to jednoznacznego wyjaśnienia; krążą dwie legendy, ale żadnej nie da się udowodnić.
Mieszkańcy mają na to własną odpowiedź, prostszą i lepszą: im wyżej, tym bliżej Boga.
Językoznawcy przyjeżdżali tu badać mowę, spodziewając się archaizmów po dwóch wiekach izolacji. Wynik ich zaskoczył: pleszańska polszczyzna prawie nie odbiega od dzisiejszej. Sami mieszkańcy i tak podkreślają, że mówią „po pleszańsku”, nie po polsku.
A polski nauczyciel pojawił się tu na stałe dopiero w 1906 roku, najpóźniej ze wszystkich bukowińskich wsi polskich. Język trzymał się więc sam, bez szkoły, przez siedemdziesiąt lat.
Na szczycie stoi kościół pod wezwaniem świętej Anny, konsekrowany w 1904 roku. W czasie drugiej wojny mieszkańcy tułali się po północnej Bukowinie; wrócili w 1945 i zastali go zupełnie zniszczonym. Na tej górce broniły się wojska niemieckie przed armią radziecką stojącą w Solce.
Po powrocie repatriantów do Polski zostało tu około pięćdziesięciu polskich rodzin. Odbudowali kościół i zostali.
Kościół należał kolejno do parafii w Gura Humorului, od 1921 w Nowym Sołońcu (rum. Solonețu Nou), a od 2003 w Pojanie Mikuli (rum. Poiana Micului). Samodzielną parafię erygowano dopiero w 2014 roku. Pierwszym proboszczem został ksiądz Andrzej Staszkowian, sam potomek bukowińskich górali, z sąsiedniego Nowego Sołońca; zmarł w 2022. W księgach parafialnych figuruje dziś 153 wiernych.
Sto siedemnaście osób, wszystkie polskiego pochodzenia, i wszystkie katolickie. Polskiego uczą się dzieci w przedszkolu i w klasach od pierwszej do czwartej. Działa zespół „Pleszanka”. Nie ma muzeum ani punktu informacji: jest wieś, kościół na szczycie i widok na Obciny.
Dla kogoś, kto szuka śladów rodziny, to bywa więcej niż jakakolwiek ekspozycja: w Pleszy wciąż da się zapytać o nazwisko i dostać odpowiedź.
1869: dwadzieścia pięć domów. Szczyt w 1940 roku, potem repatriacje do Polski i powolny odpływ do miast.
Stanął na czele szesnastu rodzin z Kaliczanki i złożył w czerniowieckim starostwie podanie o południowy stok góry Plesza. Bez tego papieru nie byłoby wsi.
Potomek bukowińskich górali z Nowego Sołońca, pierwszy proboszcz samodzielnej parafii w Pleszy od 2014 roku. Z jego inicjatywy na starym cmentarzu stanęła kaplica św. Jana Pawła II, poświęcona w 2016.
Prowadzi zespół „Pleszanka”. U niej też pyta się o nocleg, jeśli ktoś chce zostać we wsi na dłużej niż popołudnie.
Dojechać tu inaczej
Zdjęcie powyżej zrobiliśmy sami, o zachodzie, przy wjeździe do wsi. Napis jest dwujęzyczny, bo polska nazwa jest tu urzędowa. Do Pleszy da się przyjechać jak każdy: samochodem, w godzinę. Można też inaczej.
O planach z czasów Ceaușescu, by przenieść wieś ze wzgórza do bloków w dolinie, piszą polskie relacje z podróży; nie znaleźliśmy dla nich źródła urzędowego, więc podajemy to jako przekaz, nie jako fakt.
Dane: Związek Polaków w Rumunii (dompolski.ro), polska Wikipedia za opracowaniami o góralach czadeckich, spisy powszechne z lat 1930, 2011 i 2021 oraz relacja z obchodów 180-lecia wsi (2016).
Czytaj dalej
Baza wypadowa
Câmpulung Moldovenesc leży godzinę od polskich wsi i godzinę od malowanych monasterów. Cały dom, siedem miejsc, parking na podwórzu.