Kobiety w haftowanych strojach ludowych na święcie, przed drewnianą chatą

Przewodnik

Bukowina polska

Pięć wsi, jedna kopalnia soli i dwieście lat, o których w Polsce mało kto wie. Przewodnik pisany na miejscu.

Jedzie się tu doliną, między łąkami koszonymi jeszcze kosą, i nagle na płocie wisi biało-czerwona flaga. Potem druga, na sąsiednim domu. W sklepie ktoś mówi po polsku do dziecka, a dziecko odpowiada. Nie jesteście w Polsce. Jesteście tysiąc kilometrów od niej, w sercu Bukowiny, i właśnie trafiliście do miejsca, w którym trzy czwarte wszystkich Polaków w Rumunii ma swoje domy.

W Pleszy (rum. Pleșa) po polsku mówią prawie wszyscy. W Nowym Sołońcu (rum. Solonețu Nou) dziewięcioro na dziesięcioro. Nie dlatego, że ktoś tak zarządził, tylko dlatego, że tak się tu po prostu rozmawia od dwustu lat, przy stole, przy sianokosach i w kościele.

Zaczęło się prozaicznie. W 1792 roku górnicy z Bochni przyjechali kopać sól w Kaczyce (rum. Cacica), bo znali się na soli lepiej niż ktokolwiek inny. Czterdzieści lat później górale z okolic Czadcy zeszli z wozów w lesie, spojrzeli na polany i zaczęli karczować. Tak powstały Nowy Sołoniec, Plesza i Pojana Mikuli (rum. Poiana Micului). Austriacy nazywali to kolonizacją. Oni nazywali to szukaniem chleba.

Potem przyszło wszystko, co mogło tę pamięć zetrzeć: koniec cesarstwa, nowa granica, dwie wojny, wieś spalona w jedną noc, pociągi repatriacyjne i cztery dekady, w których o swojej odrębności lepiej było mówić ciszej. A jednak język został. Nie w książkach, tylko w kuchni, w pieśni, której nikt nie zapisał, bo wszyscy ją znali, i w tym, jak babcia woła wnuka przez podwórze. W ostatnim spisie siedmioro na dziesięcioro podało polski jako mowę ojczystą, a najwięcej jest wśród nich dzieci. To nie jest język, który się żegna.

Najpiękniejsze jest jednak to, jak to wszystko tu wygląda z bliska. Polskie wsie stoją między rumuńskimi, sady kwitną w tym samym tygodniu, a na dożynkach w Nowym Sołońcu polskie stoły stoją obok rumuńskich i ukraińskich, bo tak było zawsze. Dwa wieki sąsiadowania, w których historycy nie zapisali sporu wartego dziś przypominania. Polskość nie przetrwała tu mimo Bukowiny. Przetrwała razem z nią, wrosła w te doliny jak jabłoń w miedzę.

Ten przewodnik prowadzi po tych miejscach spokojnie, jedno po drugim: co się tu wydarzyło, kto mieszka tu dzisiaj, co zjeść, kiedy przyjechać i jak ułożyć jeden dzień, żeby zdążyć zobaczyć to, co naprawdę ma znaczenie. A jeśli szukacie własnego nazwiska, zacznijcie od cmentarza i od parafii. Zwykle się znajduje.

Dwie polskie flagi na drewnianym słupie, na tle sosnowego lasu

Dwieście lat później

Te flagi wiszą na bukowińskiej wsi, tysiąc kilometrów od Warszawy, na domu, którego właściciele nigdy w Polsce nie mieszkali.

Cztery miejsca na mapie

Do każdej z nich dojedziecie od naszej bramy w nieco ponad godzinę. Reszta przewodnika jest do czytania; te cztery są do odwiedzenia.

Rozdziały przewodnika

Baza wypadowa

Śpijcie w środku tej mapy.

Câmpulung Moldovenesc leży godzinę od polskich wsi i godzinę od malowanych monasterów. Cały dom, siedem miejsc, parking na podwórzu.

799 lei za noc na Booking 599 lei / noc Zobacz wolne terminy